Connect with us

Publicystyka filmowa

50 powodów, dla których INDIANA JONES I OSTATNIA KRUCJATA to najlepszy film wszech czasów

„INDIANA JONES I OSTATNIA KRUCJATA to esencja przygody, łącząca nostalgię z humorem. Odkryj, dlaczego ten film to klasyka wszech czasów!”

Published

on

50 powodów, dla których INDIANA JONES I OSTATNIA KRUCJATA to najlepszy film wszech czasów

Jakiś czas temu, przeglądając Internet, natknąłem się na cykl artykułów – 50 powodów, dla których <tytuł> może być najlepszym filmem świata. Zainspirował mnie on do napisania czegoś podobnego. Nie musiałem długo dumać nad wyborem przedmiotu tekstu – w grę wchodziła tylko trzecia część Indiany Jonesa, Indiana Jones i ostatnia krucjata, od dawna stanowiąca mój numer jeden. Ktoś kiedyś napisał o książkach Clive’a Cusslera, że ich lektura jest jak wizyta najlepszego przyjaciela. To samo mogę powiedzieć o całej serii przygód Jonesa, a szczególnie o jej przedostatnim ogniwie.

Advertisement

Znacie to uczucie nostalgii, w którym mieszają się smutek, że to już koniec, z radością z uczestnictwa w czymś niepowtarzalnym? Jeśli tak, to wiecie o czym piszę. Wymyślając pięćdziesiąt poniższych powodów, doskonale się bawiłem i tylko pod tym względem tekst niniejszy powinien być rozpatrywany. Gotowi? No to ruszamy – „Have the adventure of your life keeping up with the Joneses. („Niech przygoda twego życia trwa. Z Jonesami”).

Kolejność punktów jest przypadkowa.

Advertisement

I. Epizod z młodości Jonesa. Często wszelkie próby ukazania szczenięcych lat bohatera powodują w widzu odruch wymiotny i wstyd za pomysły twórców. Na szczęście nie w przypadku Indiany. Nasz protagonista został przedstawiony w sposób godny swojego starszego odpowiednika i w żadnym razie nie żenuje – w trzynastoletnim Indym widać duch awanturnika, już wtedy tlący się w jego duszy. Oglądający nie ma żadnych wątpliwości, że na ekranie bryluje odmłodzone wcielenie upartego archeologa, który niczym John McClane nigdy się nie poddaje. Nawet jeśli odzyskanie artefaktu zajmuje mu ćwierć wieku.

II. Fedora, czyli zabawa w kotka i myszkę. Kamera pokazuje postać w ubiorze przypominającym strój Indiany i widzowi wydaje się, że to Jones – wszak w poprzednich częściach bohater wkraczał w kadr zwrócony do obiektywu plecami. Po chwili jednak na ekranie pojawia się twarz jakiegoś innego mężczyzny oraz, kilka sekund później, napis „Utah, 1912. Spielberg zagrał tym samym na ikonie i tradycji, które sam stworzył we wcześniejszych filmach, a przy okazji jedną prostą sceną zdaje się komunikować – „Czeka Was jeszcze niejedno zaskoczenie. I to wszystko w trzecim ogniwie trylogii, gdy oglądający myśli, że widział już wszystko.

Advertisement

III. Pierwsze użycie pejcza, wyjaśnienie, skąd wzięły się: blizna na brodzie Jonesa, strach przed wężami i najbardziej rozpoznawalny kapelusz w dziejach kina. Nad blizną mało kto się pewnie zastanawiał – w końcu Indy tyle razy zbierał po twarzy, że dziwić powinno raczej dlaczego ma tylko jedną pozostałość po awanturach. A tu niespodzianka i to dość ironiczna, skoro wszystkie bijatyki i urazy nie pozostawiły właściwie żadnego śladu na facjacie bohatera, a jedyną trwałą pamiątkę Henry Jr. zaserwował sobie sam. W przypadku pejcza sprawa ma się zgoła inaczej.

Zapewne podczas seansu nieraz tłukło się w głowie pytanie o genezę tego, jakby nie patrzeć, dziwnego atrybutu. Teraz już wiadomo, dlaczego facet wszędzie tacha ze sobą przyrząd przeznaczony do tresury lwów i… innych zastosowań. I oba te mrugnięcia okiem do widza w zaledwie jednej krótkiej scenie. Do tego dochodzą jeszcze pochodzenie fobii przed wężami oraz okoliczności „nabycia” kapelusza, ukazane w chwilę później. Hmmm, mamy zatem jasno wyłożone, skąd wzięły się właściwie wszystkie atrybuty bohatera. I pomyśleć, że Ridley Scott potrzebował ponad dwóch godzin na pokazanie początków Robin Hooda. ..

Advertisement

IV. Epizod z prologu stał się zaczątkiem całego serialu telewizyjnego, liczącego dwa sezony. Szkoda, że nie dorównał on filmom – twórcy zamienili awanturniczą przygodę na możliwość wciśnięcia w kadr jak największej liczby znanych osobistości i quasi-edukacyjne zacięcie. I choć ogólnie zdarzały się odcinki interesujące, a całość sama w sobie stanowiła nienajgorszą propozycję, to jednak nie tego spodziewali się fani Jonesa. Harrison Ford pojawił się w dwóch odcinkach (połączonych później w jeden film), ale stanowiło to marną osłodę. Serial posiadał natomiast bardzo wdzięcznie brzmiący tagline (hasło promujące): „Before the world discovered Indiana, Indiana discovered the world. ” („Zanim świat poznał Indianę, Indiana poznał świat”).

V. Plakat. A właściwie trzy plakaty – dwa oficjalne kinowe i niezwykle dziś rzadki, wykorzystany przez Pepsi w kampanii reklamowej. Autorem wszystkich jest niezrównany Drew Struzan. Postery obiecują dokładnie to, co dostajemy – przygodę i doskonałą rozrywkę. Tylko Struzan potrafi zachęcić do seansu samym malowidłem. I to wszystko bez użycia Photoshopa. Patrząc na beznadziejne plakaty do wielu współczesnych blockbusterów, można docenić kunszt i umiejętności jednego z najbardziej cenionych w środowisku filmowym twórców.

Advertisement

VI. Muzyka. Rzadko kiedy zdarza się, by cały soundtrack prezentował wysoki poziom – zazwyczaj świetne utwory mieszają się z przeciętnymi i to nawet w przypadku ilustracji stworzonych przez uznanych twórców. Oprawa muzyczna do trzeciej części Indiany stanowi chlubny wyjątek od tej niepisanej reguły. Właściwie każdy utwór ma swoją własną charakterystykę, oczywiście przeplataną kilkoma motywami przewodnimi, które przewijają się przez całą płytę i których nie waham się określić dziełami sztuki. Szczególnie motyw Graala – dostojny, poniosły i łagodny, świetnie obrazuje drzemiącą w Kielichu boską moc – najlepiej słychać go w „The Penitent Man Will Pass”.

Kiedyś przeczytałem pewną opinię, jakoby John Williams nie potrafił komponować partytur do scen akcji. W ramach argumentu, że to jednak nieprawda, polecam przesłuchanie „Scherzo for Motorcycle and Orchestra”, „Escape from Venice” oraz „Belly of the Steel Beast” (wraz z „Pen is Mighter than the Sword” z edycji rozszerzonej soundtracku). Znajdziemy również lekki, „przygodowy” „Keeping Up with the Joneses”, orientalny „Marcus In Iskenderum”, „sarkastycznie” brzmiący „No Ticket” czy grający w tle pierwszego aktu „Indy’s Very First Adventure”. Rewelacyjnie wypadł też „Finale & End Credits” – epicki, trwający ponad dziesięć minut, jest kompilacją najważniejszych motywów z „Raiders March” na czele. Utwory dobrze współgrają z obrazem, ale osobno słucha się ich równie przyjemnie.

Advertisement

VII. Sean Connery jako Henry Jones Senior. Ten argument broni się sam.

VIII. Skok z konia na czołg. Vic Armstrong zrobił to bez pomocy linek podtrzymujących, poduszek czy siatek łagodzących upadek i BEZ KOMPUTERÓW. W efekcie dało to jedną z najlepszych (dlaczego nie najlepszą? Dwa słowa – Jackie Chan), scenę kaskaderską w dziejach kina.

Advertisement

IX. Republika Hatay – państwo istniejące niecały rok, od września 1938 do czerwca 1939 (obecnie terytorium Turcji). I pewnie mało kto by o nim wiedział, gdyby nie „trzeci” Indy. Wprawdzie nie zgadzała się ani flaga, ani nawet ustrój panujący w Hatay, ale mimo wszystko można spokojnie powiedzieć, że Indiana Jones i ostatnia krucjata unieśmiertelnił krótki żywot kraju lepiej niż wszyscy wykładowcy, historycy i autorzy książek historycznych razem wzięci.

X. Pustynny pałac – istniejący naprawdę, znajdujący się w Petra w Jordanii, stanowiący atrakcję turystyczną. Czy można sobie wyobrazić lepsze miejsce dla Kielicha Cieśli, niż wykute w skale wnętrze starożytnej budowli, zagubionej w kanionie pośród piasków pustyni Bliskiego Wschodu, gdzie echa krucjat pobrzmiewają do dziś?

Advertisement

XI. Scena No ticket. Wymyślił ją Harrison Ford, twierdząc, iż wprawdzie jest głupia, ale za to śmieszna. Stanowi swoisty odpowiednik zastrzelenia arabskiego szermierza z Poszukiwaczy zaginionej Arki. Została później sparodiowana przez Kevina Smitha w Dogmie.

XII. Dialog:

Advertisement

Henry Jones: Those people are trying to kill us! (Ci ludzie próbują nas zabić!).
Indiana Jones: I know, Dad! (Wiem, tato!).
Henry Jones: It’s a new expirience to me. (To dla mnie nowe doświadczenie).
Henry Jones: It happens to me all the time. (Dla mnie nie).

XIII. „Indiana, let it go”. Wspólnie przeżyte przygody odzyskują ojca dla syna i syna dla ojca. Chwila, w której Henry pierwszy raz zwraca się do Juniora „Indiana” stanowi prawdziwie wzruszający moment, pozbawiony zbędnej ckliwości i taniego grania na uczuciach widza. Pod ten punkt można podpiąć też wcześniejsze etapy „pojednania” – dialog po pościgu motocyklowym, rozmowa na pokładzie sterowca oraz żal Henry’ego po domniemanej śmierci Juniora w przepaści.

Advertisement

XIV. Marcus, który „zgubił się kiedyś we własnym muzeum”. I nawet fakt, że postać przeszła ewolucję z poważnego dziekana w Poszukiwaczach zaginionej Arki w nieco gapowatego, ale sympatycznego akademika w Ostatniej krucjacie wcale tego nie zmienia. Brody wpasowuje się w szablon stereotypowego naukowca, zupełnie zagubionego w świecie poza murami uczelni i stanowi przy okazji całkowite przeciwieństwo Indiany. Ma przy tym wszystkim szlachetne serce i potrafi zdobyć się na odważny gest. Marcus ewidentnie wzbogaca warstwę komediową filmu i już choćby tylko dla powyższego cytatu warto o tym bohaterze pamiętać.

XV. „Trzeci” Indy przywrócił serii lżejszy ton, po mrocznej Świątyni zagłady. Wielu fanów było zawiedzionych poprzednią odsłoną – wyrywanie serc, „czarny sen” Kali, ofiary z ludzi, katowanie dzieci przekroczyły granicę. Nie takie przygody widzowie chcieli oglądać. I choć druga część sama w sobie stanowi dobre kino przygodowe, a po latach weszła już do klasyki, to jednak nie sposób uznać jej za lepszy film od Poszukiwaczy… czy właśnie Ostatniej krucjaty. Na szczęście Spielberg, Lucas i Ford postanowili wrócić do klimatu oryginału – położyli nacisk na szybkie tempo i dodali sporo humoru. W efekcie otrzymaliśmy kwintesencję kina przygodowego, które po latach trzyma się równie mocno, jak w dniu premiery.

Advertisement

XVI. (Ach, ta) Wenecja. Sam fakt, żeby umieścić akcję w katakumbach pod włoskim miastem stanowił dobry pomysł – średniowieczne budowle kryjące niejedną tajemnicę, rola Wenecji w czasie krucjat i tchnienie wieków świetnie wpasowują się w klimat Indiany Jonesa. Wypełnienie katakumb ropą naftową, a następnie ich podpalenie, to już jazda bez trzymanki.

XVII. Cała sekwencja walki z czołgiem. Bez zastanowienia stawiam ją w rankingu najlepszych scen akcji w dziejach kina. Jeden człowiek przeciwko całej armii. Bez szans? Akurat – wystarczą determinacja, pomysłowość i szczypta szczęścia. No i może jeszcze koń, na którym wcześniej jeździł John Rambo.

Advertisement

XVIII. Naziści. Już w pierwszym filmie byli niezwykle wdzięczni w rolach przeciwników Jonesa. W trzecim ogniwie tylko utwierdzają w przekonaniu, że na drodze Indiany po prostu muszą stać wysłannicy führera. Prowadzi to nas do dwóch kolejnych powodów…

XIX. …czyli cytatu:

Advertisement

Indiana Jones: Nazis. I hate these guys. (Naziści. Jak ja ich nienawidzę).

…oraz…

Advertisement

XX. …spotkania z Hitlerem. Indy na pewno nie raz marzył, żeby spotkać się twarzą w twarz z przywódcą III Rzeszy. I gdy w końcu (przez przypadek) dopiął swego, nie mógł zrobić nic więcej, niż oddać Adolfowi z trudem odzyskany notes. Wprawdzie tylko po autograf, ale zawsze. Niech żyje ironia losu i przekora fortuny.

XXI. Scena otwierająca, czyli płynne przejście z loga wytwórni Paramount na skałę w Utah. Tak, wiem, że to już trzeci raz, ale ten zabieg montażowy wciąż ogląda się super. No i stanowi jeden z wyznaczników serii.

Advertisement

XXII. Trzy próby. Pułapki (booby-traps) wpisane są w serię prawie tak mocno, jak kapelusz i pejcz głównego bohatera. Często mają „limit czasowy” – w tym przypadku w postaci wykrwawiającego się na śmierć ojca. Za jedyne wskazówki służą enigmatyczne zdania (znalezione przed laty przez ojca w kronikach Świętego Anzelma). Napięcie wylewa się z ekranu z każdym kolejnym krokiem Jonesa. Tylko on bowiem mógł odgadnąć, o co chodzi w poniższym tekście:
„The challenges will number three. (Są trzy próby).
First, the Breath of God. Only the penitent man will pass.

(Pierwsze. Oddech Boga. Tylko człowiek pokorny przejdzie).
Second. The Word of God. Only in the footsteps of God will he proceed. (Drugie. Słowo Boże. Dojdzie tylko ten, kto podąża śladem Boga).
Third. The Path of God. Only in the leap from the lion’s head will he prove his worth. (Trzecie. Ścieżka Boga. Tylko ten, kto skoczy z lwiej głowy, udowodni, ile jest wart)”.

Advertisement

XXIII. Gloryfikacja przyjaźni. Sallah wdaje się w bijatykę z Niemcami, by chronić Marcusa i bez mrugnięcia okiem pomaga Indy’emu. A gdy pożyczony od szwagra samochód wybucha, kwituje to zaledwie jednym zdaniem (i kradzieżą pięciu wielbłądów). Wszystko w imię lepszej sprawy. Podobnie Marcus – facet jedzie na drugi koniec świata (a przypominam, że zgubił się we własnym muzeum), by pomóc w poszukiwaniach Henry’ego Sr. Sam Henry również wkracza do paszczy lwa po Brody’ego. O Indym i jego podejściu „leave no man behind” („nikt nie zostaje z tyłu”) nie będę się nawet rozpisywał.

XXIV. Cameo Arki Przymierza. Działa na dwóch płaszczyznach: dla zaznajomionych z Poszukiwaczami zaginionej Arki malowidło w katakumbach Wenecji stanowi zgrabne nawiązanie, dla nieświadomych – dowód na ogromną akademicką wiedzę Jonesa, któremu wystarczy rzut okiem na niewyraźny obraz, by określić, co się na nim znajduje.

Advertisement

XXV. Dialog:

Indiana Jones: Great! More boats! (Wspaniale, znowu łodzie!).
Henry Jones: Would you say, this has been just another typical day for you, eh? (Czy to typowy dla ciebie dzień?).
Indiana Jones: No! It’s been better, than most. (Nie, dziś jest lepiej niż zwykle).

Advertisement

XXVI. Święty Graal. Nie ma chyba drugiego przedmiotu równie mocno pobudzającego wyobraźnię. Świadczą o tym setki książek o poszukiwaniach Graala, jego związkach z templariuszami i legendami arturiańskimi, czy też ogromny sukces powieści Dana Browna. Lucas postanowił wykorzystać najbardziej utrwaloną w kulturze wersję legendy, w której Graal jest kielichem z Ostatniej Wieczerzy. I pomyśleć, że Spielbergowi początkowo taki Macguffin (przedmiot napędzający akcję) nie przypadł do gustu, ponieważ kojarzył mu się z… Monty Pythonem.

XXVII. Poznajemy konwenanse przy rozstaniach, czyli austriacko-niemieckie pożegnanie. Wolę austriacki sposób, a Wy?

Advertisement

XXVIII. Pióro potężniejsze jest od miecza – Henry zobrazował widzowi prawdziwe znaczenie tego starodawnego przysłowia (a Marcus ubrał myśli w słowa). Innymi przyrządami do pisania też dałoby się zrobić coś podobnego – jak wykorzystać ołówek pokazał Joker w The Dark Knight, a użytkowanie długopisu przedstawił Arnold Schwarzenegger w The Running Man.

XXIX. Imię. Twórcy wykazali wielki tupet i pokazali, że mają dystans do stworzonej postaci, wyjawiając po latach, gdy Indy stał się już ikoną i na stałe wszedł do klasyki kina, iż wziął sobie imię po psie (w rzeczywistości po psie Lucasa). Jakimś cudem żart ten nie tylko został przyjęty przez widzów bardzo ciepło, ale wręcz pasuje do charakterystyki bohatera. Poza tym, przecież z Indianą psem „wiąże się wiele miłych wspomnień…”

Advertisement

XXX. Gra komputerowa – „Indiana Jones and the Last Crusade Graphic Adventure. Powstała w bardzo krótkim czasie zaledwie kilku miesięcy – twórcy musieli zdążyć przed premierą filmu – i jako jedna z niewielu opartych na obrazie kinowym może być określona mianem bardzo dobrej. Ma w sobie wystarczająco dużo oryginalności, by zaskoczyć widza zaznajomionego z pierwowzorem, a jednocześnie spokojnie egzystuje jako oddzielny od filmu tytuł. No i instrukcja użytkownika (zawierająca mnóstwo smaczków i bardzo bogata w uzupełniające fabułę detale) została wystylizowana na dziennik Henry’ego Seniora. Obecnych graczy zrazi zapewne przestarzała grafika, brak zaszytych podpowiedzi i skromne udźwiękowienie, ale warto dać stareńkiemu tytułowi szansę, tym bardziej, iż kosztuje grosze w internetowym sklepie Steam.

XXXI. Powrót Sallaha. Egipski przyjaciel Indiany, pomógł mu wcześniej w poszukiwaniach Arki, i miło znów widzieć tę postać na ekranie nawet w roli drugoplanowej. To już kolejny powód, dzięki któremu widz czuje się, jakby spotykał grupę dawno niewidzianych znajomych. Wprawdzie postać za wiele do roboty nie ma, ale jednak trudno sobie wyobrazić Bliski Wschód w uniwersum Indiany bez tego sympatycznego bohatera. John Rhys-Davies wystąpił również w dwóch, baaaardzo mocno wzorowanych na przygodach Jonesa filmach – Kopalniach Króla Salomona z 1985 i Słonecznym wojowniku z 1986 z samym Chuckiem Norrisem.

Advertisement

Widać pasowały aktorowi klimaty przygodowe. W wywiadach Rhys-Davies podkreślał, że chętnie wróci w czwartej części. Niestety, Lucas stwierdził, iż skoro akcja najnowszej odsłony nie toczy się na Bliskim Wschodzie, nie ma dla Sallaha miejsca.

XXXII. Zwiedzamy kawał świata – Utah, wybrzeże Portugalii, Nowy York, Wenecję, Niemcy (i granicę z Austrią), Hatay.

Advertisement

XXXIII. Efekty specjalne są tu tylko dodatkiem do opowiadanej historii i nigdy jej nie przesłaniają. Prawdą jest oczywiście, że fabuła do świeżych nie należy, a i głębszej psychologii próżno w filmie szukać, ale Indiana Jones i ostatnia krucjata posiada duszę – to nieokreślone coś, co sprawia, iż nawet po latach można bawić się równie dobrze, jak za pierwszym razem.

XXXIV. Julian Glover. Jedyny człowiek, który zagrał postać negatywną w trzech wielkich cyklach: sadze Gwiezdnych wojen (a dokładniej w Imperium kontratakuje z 1980), przeciwnika Indiany Jonesa i przeciwnika Bonda (Tylko dla twoich oczu z 1981).

Advertisement

XXXV. Rozbijanie posadzki połączone z przebitkami na einsteinopodobnego bibliotekarza stemplującego książki. Gag głupawy, ale za to uroczy.

XXXVI. Moment, gdy Indianie spada kapelusz. Reżyser daje znać widzowi, że tym razem będzie Jonesowi ciężko wyjść z tarapatów. Niby proste, mało znaczące ujęcie, ale spójrzmy – nakrycie głowy trzymało się podczas pływania, latania samolotem, jazdy motocyklem, samochodem i na koniu, bijatyk, huśtania się w deszczu na pejczu oraz wiszenia na lufie czołgu, wygładzania skał plecami i gąsienicy opancerzonego pojazdu twarzą. Więc, gdy w końcu kapelusz odlatuje z głowy… „That can’t be good. That can’t be good at all”. („Niedobrze. Bardzo niedobrze”).

Advertisement

XXXVII. Cytat:

Henry Jones: Our situation has not improved. (Nie poprawiliśmy naszej sytuacji).

Advertisement

XXXVIII. Tryumf nauki. Jeśli ktoś zastanawia się, w jaki sposób wykorzystać nauki humanistyczne w praktyce – Henry daje mu odpowiedź. „I suddenly remembered my Charlemagne. »Let my armies be the rocks and the trees and the birds in the sky«”. („Nie ma jak literatura piękna. ».

XXXIX. Happy End. Wpisany w konwencję? Jasne, ale któż nie lubi szczęśliwych zakończeń. Zło zostaje ukarane, znajdujące się w pozornie beznadziejnej sytuacji dobro zwycięża, słońce świeci na błękitnym niebie. Serce kraśnieje.

Advertisement

XL. Teaser, w którym Harrison Ford przyczepia sobie do głowy kapelusz za pomocą biurowego zszywacza. Ewenementem jest, że zajawka zawiera bardzo mało ujęć z filmu – zamiast tego mamy coś w rodzaju mini „Making of.

XLI. Również sam kinowy trailer, w którym narrator świetnie współgra ze scenami – „Indiana Jones is on a quest of a lifetime. But for some adventures, one Jones is not enough.” („Indiana Jones wyrusza na wyprawę życia. Ale dla niektórych przygód, jeden Jones to za mało.”) – zasługuje na uznanie. Pokazuje dość dużo, jednocześnie nie zdradzając najważniejszych rzeczy. Skutecznie zachęca widza do zapoznania się z filmem, a w przypadku osób już zaznajomionych z „trzecim” Indym zaprasza do ponownego seansu.

Advertisement

XLII. Efekt vertigo. Odrealnione, wręcz psychodeliczne ujęcie wspaniale ilustruje niemalże telepatyczną komunikację między Indym i Henrym w scenie, gdy ten pierwszy stoi nad przepaścią, a ten drugi leży śmiertelnie ranny. Po raz kolejny mamy do czynienia z prostym środkiem, za pomocą którego udało się stworzyć niezwykle sugestywny i klimatyczny moment.

XLIII. Maszt jako kopia i Indy w roli rycerza na stalowym rumaku. Ciekawe odniesienie do prawdziwych krucjat i idei rycerskości (kompletnie abstrahując od tego, jak to naprawdę wyglądało). Nawet Henry „Profesor Attyla” dostrzegł w pomyśle Indiany nutkę romantyzmu.

Advertisement

XLIV. Dialog:

Henry Jones: I ought to tell you something. (Muszę ci coś powiedzieć).
Indy: Don’t get sentimental now dad – save it ’til we get out of here. (Nie czas na sentymenty, tato – poczekaj, aż stąd wyjdziemy).
Henry Jones: The floor’s on fire! See?! (Podłoga się pali! Widzisz?!).
Indy: What?! (Co?!).
Henry Jones: And the chair. (I krzesło).

Advertisement

XLV. Tajne przejście w kominku. Humor, napięcie i akcja w jednym. Spielberg wycisnął maksymalnie dużo z jednej, klaustrofobicznej lokacji.

XLVI. Buddy movie. Sean Connery oraz Harrison Ford stworzyli jeden z najbardziej pamiętnych duetów w dziejach kina i w gruncie rzeczy film Indiana Jones i ostatnia krucjata można spokojnie określić mianem „buddy movie. Mamy wszak dwóch skrajnie różnych bohaterów, którzy z czasem zaczynają odczuwać do siebie szacunek, by pod koniec połączyła ich przyjaźń oraz ojcowsko-synowska miłość. Po drodze odbędą wiele kłótni, a także nieraz znajdą się w niebezpiecznej sytuacji, cementującej ich więź. No i obydwaj przespali się z tą samą kobietą, a podobna niezręczność tworzy albo śmiertelnych wrogów, albo oddanych przyjaciół.

Advertisement

XLVII. Nagrody. Film dostał kilka nagród, niestety nie w najważniejszych kategoriach, oraz garść nominacji: Oscara za montaż dźwięku (i dwie dodatkowe nominacje – za muzykę i dźwięk); Sean Connery otrzymał nominację do Złotego Globu za najlepszą rolę drugoplanową, a także nominację Brytyjskiej Akademii Filmowej; do tej ostatniej nominowano również zespoły odpowiedzialne za montaż dźwięku i efekty wizualne; soundtrack wygrał nagrodę BMI (organizacja w rodzaju polskiego ZAIKSa); film został nagrodzony nagrodą Hugo w 1990 roku za najlepszą kreację dramatyczną; Ostatnia krucjata była także nominowana do nagrody Młodych Artystów (Young Artists Awards) za najlepszy obraz dramatyczny.

Jednak największe wyróżnienie stanowi uwielbienie fanów, którzy dyskutują o „trzecim” Indym na forach internetowych, piszą recenzje, artykuły, analizy

Advertisement

XLVIII. Traktowanie studentów. Z punktu widzenia młodzieży uczelnianej profesor Jones zachował się skandalicznie, twierdząc, że każdego wysłucha, a potem salwując się ucieczką przez okno. Część polskich wykładowców chyba postanowiła wziąć tę scenę za wzór… Spielberg dokonał małej manipulacji, najpierw pokazując Indianę w swoim biurze, otoczonego przez książki, półki uginające się pod ciężarem artefaktów i natarczywe głosy studentów, dobiegające zza drzwi, wywołując w widzu wrażenie sympatii, wręcz współczucia dla „biednego”, „osaczonego” wykładowcy. Dzięki temu scena ucieczki jawi się w zupełnie innym, nieco ironicznym świetle, przydając bohaterowi tupetu.

XLIX. Dialog:

Advertisement

Vogel: What are you hiding? What does the Diary tell you that it doesn’t tell us?! (Co ukrywasz? Co mówi ci ten notes, czego nie mówi nam?).
Henry Jones: It tells me that goose-stepping morons like yourself should try reading books instead of burning them. (Mówi mi, że tacy maszerujący kretyni jak wy powinni czytać książki, zamiast je palić).

L. Końcówka – odjazd w stronę zachodzącego słońca. Idealne podsumowanie filmu i całej trylogii. Trudno o bardziej klasyczne i wymowne zakończenie, jednocześnie wywołujące żal, że to już koniec i dające poczucie satysfakcji z przeżytych wspólnie z Indym i jego przyjaciółmi przygód. Wprawdzie nakręcono jeszcze jedną część, ale w niczym nie zmienia to genialności końcówki. Zresztą wystarczy spojrzeć.

Advertisement

Tekst z archiwum film.org.pl (22.03.2011).

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *